środa, 15 czerwca 2022

Strach na wróbla. Ja tu tylko to wrzucę.

Sztuka blogowania (której nawiasem prawdopodobnie nigdy nie rozumiałem) jest już raczej umarłym tworem, natomiast ludzie mają w zwyczaju wracać do przeszłości, ucząc się historii, świętując jubileusze. W tym wypadku jest to zapalenie świeczuszki na cmentarzu. 

Kogoś obchodzi lub nie, że czas od października 2019 w moim życiu namieszał. Tyle lat dało się żyć jakoś poza politycznymi tematami, jednak najtwardsi się ugięli.
Stałem się innym człowiekiem, w trudnych ekonomicznie i geopolitycznie czasach nawet odwróciłem się od progresywnego rocka na rzecz heavy metalu, punk rocka i innych alternatywnych cięższych brzmień, które się słucha w tajemnicy przed światem, pracując, ze strachem o przyszłość. Niestety nie ma się chęci do pisania swoich wywodów o rozrywce.

Zatoczyłem dziś koło słuchając The Alan Parsons Project, trochę z przypadku przez swoje chore zainteresowanie ornitologią. Wpisując w google raven nie trudno jest trafić na utwór Raven wydany w 1976 roku z albumem TALES OF MYSTERY AND IMAGINATION.
Taka o ciekawostka, szukając zdjęcia kruka spędziłem miło wieczór przed kompem, jedząc kolację, popijając kolą słuchałem sobie ten właśnie album. Cała historia.

Moje porównanie blogowania do cmentarzyska wynikło z tego, że przejrzałem kilka blogów muzycznych i nie tylko, w które kiedyś się zaczytywałem i na większości z nich autor żegna się z czytelnikami. 

Także słuchajcie muzyki bo jest ważna w życiu i powodzenia.



https://open.spotify.com/album/4QKtovzVkwFs4yRKBMOLrv


piątek, 25 października 2019

9 miesięcy jak jeden dzień. Mógłbym dzisiaj rodzić.

Skąd ten głupi tytuł?
Nie wiem, ale wiem jedno - nie ma co się spinać ograniczać. Prawda? to tylko durny blog co nie?

Od dłuższego czasu nie piszę bloga, bo nie mam już zwyczajnie do tego zapału. Zostawiłem go i pomyślałem nie zamknę, ktoś mógłby się zainspirować lub no nie wiem, zwyczajnie jest tu trochę treści.
Piszę bo mam w zakładce zapisaną stronę "ststs kom" co oznacza ststystykę i komentarze właśnie pod tymi wpisami. Wchodzę a tu ruch, w sierpniu tego roku okazuje się skok, największa liczba wyświetleń w ogóle, i ja nic z tym nie robiący i nieświadomy patrzę - "dobry kawałek", "pasuje mi ta muzyka!" itp. Spoko, no komentarze i tyle. Te jakieś takie nadzwyczaj bez wyrazu nic nie wnoszące, poza tym no nic się na blogu nie dzieje, tak więc nie ma nic co mogłoby go promować. Mam w zwyczaju zawsze wszystko sprawdzać, więc zdziwiony klikam sobie osoby piszące całkiem świeże komentarze i...
 maj gad tylu naraz reklam pożyczek w jednym miejscu nie widziałem nigdy nigdzie.
Powinienem przeprosić za to społeczność czytającą/oglądającą blogi muzyczne za taki szajs mogłem to usunąć bo muzyczny prog. stał się pokarmem dla tych cwaniaczków. Tak więc przepraszam.
Jest ruch na blogu więc go nie usunę, kto wie co będzie w przyszłości. Zmienię ustawienia komentarzy.

Pozdro.

środa, 26 grudnia 2018

zdrowych i pogodnych - 2018

Pogodnych, zdrowych i spokojnych świąt,
życzy blog, który kiedyś publikował.

2013        
2014        
2015-2017
2017-2018

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Electric Moon - Stardust Rituals (Top5 2017)


Na Electric Moon (niemiecki zespół grający rock psychodeliczny, powstały w 2009roku) trafiłem zupełnie przypadkiem, słuchając muzyki na youtube, losowo.
Jednak dźwięki Sturdust Rituals przykuły moja uwagę na tyle by przesłuchać cały album i dodać do swojego jakże niesamowicie ważnego top5.
Niewiele mogę napisać o zespole i samym wydaniu, ale zaintrygowany z całą pewnością prześledzę ich twórczość do czego zachęcam również was, bo wydaje się warte przynajmniej poświęcenia swoich 46 minut bo tyle trwa Stardust Rituals.

Całość można przesłuchać jak i kupić tutaj.




wtorek, 9 stycznia 2018

Godspeed You! Black Emperor - Luciferian Towers - Top5 2017 roku (3/5)

Kanadyjska grupa z Montrealu Godspeed You! Black Emperor, Roger Tellier-Craig (gitara), Norsol Johnson (wiolonczela), Efrim Menuck (gitara), Mauro Pezzente (gitara basowa), David Bryant (gitara), Thierry Amar (gitara basowa), Sophie Trudeau (skrzypce), Aidan Girt (perkusja) ) i Bruce Cawdron (perkusja).

Instrumentalny król awangardowego rocka, powstały w 1995 roku, z smyczkami na czele. Nazwa zespołu, tytuły i okładki wydanych albumów, sugerują szaleństwo, psychodelię. Jednak ta muzyka, to smutne, długie, intensywne, emocjonalne utwory przepełnione jakby pesymizmem.


LIFT YOUR SKINNY FISTS LIKE ANTENNAS TO HEAVEN cudowna kompozycja czterech dwudziestominutowych utworów. Album pokazuje bardzo progresywny, wymagający i niezwykle eksperymentalny zestaw różnych dźwięków.







W 2017 roku wydają Luciferian Towers, inne, pełne nadziei wydanie, składa się z 4 utworów:
1. Undoing A Luciferian Tower (7:47)
2. Bosses Hang (14:45)(Pt. I,II,III)
3. Fam / Famine (6:44)
4. Anthem For No State (14:38)(Pt. I,II,III)
Moja ocena: ---


CAŁOŚĆ DO WYSŁUCHANIA TUTAJ


wtorek, 2 stycznia 2018

Inside the Sound - Wizard's Eyes - Top5 2017 roku (2/5)

INSIDE THE SOUND - instrumentalny ukraiński projekt/zespół założony w przez gitarzystę i klawiszowca Maxa Velychko i gitarzystę basowego Dmitry'ego Trifonova. W późniejszym czasie dołączyło dwóch nowych członków, perkusista Max Didenko oraz klawisze Antonego Kalugina.
W 2017 roku zespół wydał Wizard's Eyes, metal-jazz-rockowy album, opierający się głównie na brzmieniu perkusji.
Produkcja może nie jest powalająca, pewnie się ze mną nie zgodzicie, może nie powinienem klasyfikować Wizard's Eyes do jakiejkolwiek topki, jednak jest to tak świetnie energiczny, współgrający zestaw dźwięków perkusji i gitary, że zapisałem sobie kilka kawałków w zakładce i do dzisiaj je zatrzymałem, dlatego uznałem wydanie za jedno z lepszych tego roku. Jest w tym jakiś potencjał
Kupiła mnie również piękna, błękitna okładka, przyciągająca i tajemnicza, można by było się w nią wpatrywać w nieskończoność.




LISTA UTWORÓW:
1. Intro: A Secret Journey (5:07)
2. Dreaming Deja Vue (4:20)
3. Fantasia (5:09)
4. Friends (4:56)
5. Empire V (5:21)
6. Haribol (5:16)
7. Horizon (4:31)
8. Wizard's Eyes (5:26)
9. To The Sky (7:10)
10.Outro (1:05)
11.The Cold Spring (4:43)  


Całość można przesłuchać na: insidethesound


Moja ocena: ---

Machine Mass - Plays Hendrix - Top5 2017 roku (1/5)

Każdego roku powstaje masa dobrego dźwięku, czyżby 2017 nie było inaczej? Nie wiem, bo jestem maniakiem "staroci": odkrywanie rocka z czasów prehistorii? - czemu nie! - co jednak nie oznacza, że nie zdarzy mi się popatrzeć w przyszłość by szukać przeboju.
Tak naprawdę to był chyba pierwszy raz jak śledziłem nowości, i chyba miałem szczęście bo trafiłem na Hendrixa!



LISTA UTWORÓW:
1. Third Stone From The Sun (7:54)
2. Purple Haze (5:47)
3. Little Wing (8:32)
4. Spanish Castle Magic (6:45)
5. Fire (6:20)
6. Voodoo Chile (6:57)
7. Burning Of The Midnight Lamp (3:24)
8. You Got Me Floatin' (10:57)
9. The Wind Cries Mary (2:51)   

Album został nagrany z okazji 50. rocznicy wydania Are You Experienced, debiutanckiego albumu zespołu The Jimi Hendrix Experience z 1967 roku, w ramach uczczenia amerykańskiego, legendarnego gitarzysty, bluesmana wszech czasów.
Machine Mass biorąc za podkład klasyczne utwory Hendrixa, udało się nagrać własne wersje, improwizując i mieszając, tworząc coś zupełnie nowego oddając hołd mistrzowi.

Moja ocena: 7/10







niedziela, 24 grudnia 2017

WESOŁYCH ŚWIĄT 2017



WESOŁYCH, POGODNYCH I RADOSNYCH ŚWIĄT 
W MIŁEJ RODZINNEJ ATMOSFERZE
I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU
ŻYCZY WAM tytułowy "dacinek" MUZYCZNY PROG.  


P.S. Sobie życzę bym znalazł czas i pokłady energii by zająć się muzycznym prog.'iem w nowym roku,
bez zabaw w składanie durnych życzeń noworocznych ;)
Tego życzę sobie

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Le groupe Pollen - "Pollen" (1976)


Ach Ci kanadyjczycy, tacy śmieszni.



Grupa symfoniczna POLLEN, Jacques Tom Rivest (wokal, gitara basowa, gitara akustyczna, klawisze), Richard Lemoyne (gitary elektryczne i akustyczne, bas, klawisze), Claude Lemay (klawisze, flet, bas, wibrafon, wokal) i Sylvain Coutu (perkusja). Ta czwórka w 1976 roku wydała całkiem udany album zatytułowany "Pollen". Wydanie jest zróżnicowane, bogate w przeróżne tony, melodie, przekrzykujących się klawiszy z gitarą, basów i perkusji, wokal w języku francuskim.
Osobiście nie uważam by Pollen było arcydziełem, mix Gentle Giant z Yes i Genesis, ale jest to dzieło obowiązkowe, treść z którą warto się przynajmniej zapoznać. Jest to muzyka dość prosta, powinna podobać się wyjadaczom muzyki prog, jak i radiosłuchaczom. Dobrze słuchający się średniak.

W mojej ocenie: 5/10


LISTA UTWORÓW:

Side 1 
1. Vieux corps de vie d´ange (7:11) 
2. L´étoile (6:24) 
3. L´indien (4:50) 

Side 2 
4. Tout l´temps (3:26) 
5. Vivre la mort (5:28) 
6. La femme ailée (10:30) 


Skład:
  • Jacques Tom Rivest (wokal, gitara basowa, gitara akustyczna, klawisze)
  • Richard Lemoyne (gitary elektryczne i akustyczne, bas, klawisze)
  • Claude Lemay (klawisze, flet, bas, wibrafon, wokal)
  • Sylvain Coutu (perkusja)




niedziela, 28 maja 2017

muzyczny prog. na krawędzi. wiadomość nieobowiązkowa.

Ok, sprawy techniczne mam załatwione. Brakuje mi nadal organizacji i chęci. Ostatnimi czasy zająłem się pracą, naprawdę z jakiegoś powodu stała się moim życiem (praca nie związana z muzyką), co całkiem odwróciło moją uwagę od bloga. A nie będę nikogo oszukiwał, to nic wybitnego, grafomański blog o konkretnej tematyce. Jeszcze półtora roku temu, traktowałem swoje pisanie poważnie, na tyle by poczuć się jakbym robił coś ważnego, i był w tej muzycznej sferze.
Prowadzę ten zakątek internetu nadal, od dawna, ostatnio z długimi odstępami.
W dalszym ciągu na ruszt wrzucimy progresywny rock i metal, wydawało by się starocia, klasyka, której większość nigdy nie odkryła, ale może poszukam też czegoś świeżego.
Może nawet bardzo świeżego. Napisało do mnie w między czasie kilka kapel, z prośbą o recenzję płyty, koncertu itp. Dziwnie się z tym czuję, bo mimo, że uczyłem się pisania recenzji, nie potrafię tego robić i brak mi zasobu słów. Naprawdę musiałbym spędzić masę czasu, którego nie mam, nad jednym tekstem, ale kto wie. Może pomiędzy nowymi wpisami o "starociach" znajdę czas na koncert.
Mam nadzieję wybrać się teraz w czerwcu do Serocka na Festiwal Wibracje, zobaczyć poziom artystyczny Strange Clouds. Chciałem o grupie coś napisać, ale nie wiem jak się za to zabrać, wyraźnie mam dziwny styl działania i muszę zobaczyć ich na żywo, aby móc z siebie coś wykrzesać.
Do zobaczenia wkrótce.

piątek, 28 października 2016

"Raw Material"(1970)


RAW MATERIAL, brytyjski zespół prog. rockowy z zauważalnymi elementami bluesa i jazzu. Niestety, grupie w swoim czasie udało nagrać dwie dobre płyty i sprzedać kilka egzemplarzy, bez większego rozgłosu, dzisiaj zaliczana do tak zwanego nieznanego kanonu rocka. Można zderzyć się na porównaniem do Van Der Graaf Generator, mnie jednak bardzie przywodzi na myśl King Crimson. Grupa jak na debiut nagrała dość dojrzałe kawałki tworzące spójną całość.
Pierwszy wydany LP zatytułowany Raw Material (1970), otwiera bardzo instrumentalny siedmiominutowy utwór "Time and Illusion". Ambitny, świetnie przygotowany kawałek, rozpoczynający się mocnym wokalem wraz z przygrywająca gitarą, zmieniając się w prawie pięciominutową czysto instrumentalną grę na organach i perkusji.
Dużym atutem grupy jest gra Michaela Fletchera na flecie i saksofonie, "Fighting Rock", "Destruction Of America".
Warty zapoznania spokojny, nie wymagający ale dojrzały rock.


W mojej ocenie: 6/10

LISTA UTWORÓW:

1. Time And Illusion (7:30)
2. I'd Be Delighted (5:06)
3. Fighting Cock (3:48)
4. Pear On An Apple Tree (2:58)
5. Future Recollections (3:54)
6. Traveller Man (6:13)
7. Destruction Of America (2:20)

Skład:
- Colin Catt / wokal, klawisze
- Mike Fletcher / saksofon, flet, wokal 
- Dave Green / gitary 
- Phil Gunn / bas, gitara 
- Paul Young / perkusja









czwartek, 27 października 2016

Dusznica bolesna... #3

    Ostatnimi czasy wsłuchiwałem się w heavy metal \ thrash metal. Wałkowałem Anthrax, Overkill, Slayera w przeważającej większości, Megadeath, Metallice, Kreator, Destruction też w dużych ilościach, i tak dalej. Polecam posłuchać Entombed/Nihilist, Dark Thorne, Deicide.
W dużej mierze taki przeskok zawdzięczam temu, że nie miałem dostępu do swojej kolekcji, nie ważne dlaczego, w każdym razie odkryłem siebie trochę na nowo. Dużo czytałem i szukałem całkiem nowych rejonów. Dowiedziałem się o istnieniu czegoś takiego jak white metal, czyli metal chrześcijański i jak wielu ludzi z mojego otoczenia żyje taką muzyką... jest to podgatunek od którego zawsze stroniłem i nadal stronię. Był to rok mocno blackmetalowy.
    No i tak po prostu Kansas mnie od tego metalowego brzmienia uwolnił, i Can tell you.
Can I tell you something
Got to tell you one thing
If you expect the freedom
That you say is yours
Prove that you deserve it
Help us to preserve it
Or being free will just be
Words and nothing more


Brzmienie, rytm tego kawałka pobudził we mnie ten rockowy nastrój. Słuchanie muzyki w moim wydaniu składa się z pewnego schematu. Siadam zwykle z kawą lub herbatą a wieczorami najczęściej jest to rzecz jasna browar, pod ręka gdzieś mam butelkę wody mineralnej zdarza mi się zapalić i odtwarzam, często słuchając jeden album po kilka razy. Gdy czuję ciarki przy muzyce zaczyna się cała magia, szukam w internecie informacji i czytam, z informacji robią się ciekawostki i ploty. Przy muzyce metalowej to nie ma miejsca. Słucham ale nic poza samą muzyka mnie nie interesuje. Co dziwne, bo moje zainteresowanie muzyką wywodzi się właśnie ze słuchania black metalu, ktoś gdzieś coś zostawił i jako mały brzdąc słuchałem Slipknot, gdzieś w ukryciu.
Po pierwszym albumie Kansas nastawiam od razu Leftoverture z 1976 roku. Kompozycja Kerrego Livgrena, rozpoczyna się utworem Carry On Wayward Son. Wspaniałe. To przywróciło mi chęci do życia.
    No i właściwie tylko tyle chciałem napisac.



Aktualnie słucham RAW MATERIAL świetna muzyka, składająca się zaledwie z dwóch wydań. Szkoda bo jest to majstersztyk, któremu się nie udało wybic

środa, 2 grudnia 2015

NIHILIST (1987-1989)


Ostatnio coś się ze mną stało, progresywny rock odstawiłem chwilowo na półkę. Prawdopodobnie przez nadchodzące święta nawróciłem się na granice thrashmetalu.


NIHILIST (wcześniej Brainwarp, dzisiejsze Entombed) to szwedzka formacja deathmetalowa założona w 1987r. w Sztokholmie, której to twórczość składa się na kilka (świetnych) dem. Nagrali trzy samodzielne "płyty" (nagrywali kasety): Premature Autopsy '88, Only Sheds Remain ' 89 i wreszcie Drowned '89. W 2005 roku powstała kompilacja twórczości Nihilist wydana na płycie przez Treeman Recordings. Grupa miała wiele problemów w utrzymaniu składu. Ostatecznie w 1989 roku zespół przekształca się w Entombed usuwając Johnny'ego Hedlunda.




Skład:
Nicke Andersson - perkusja(1987-1989)
Ulf "Uffe" Cederlund - gitara(1987-1989)
Alex Hellid - gitara(1987-1989)
Johnny Hedlund - bass (1988-1989)
L-G Petrov - wokal (1988-1989)





piątek, 20 listopada 2015

Gust muzyczny - tylko krowa nie zmienia zdania...




Nieco wulgarnie i sentymentalnie. 
Nigdy nie lubiłem Floydów, wiesz dlaczego?... bo ja chyba tez nie.




Dzisiaj po latach przesłuchuję pierwsze ich wydania i sam siebie nie rozumiem. Doszedłem do wniosku, że z biegiem czasu trzeba wracać do muzyki którą wcześniej za coś znienawidziłeś stanowczo z zaciśniętymi pośladkami. Tak miałem z KISS albo Slipknot. O ile KISS jest dziś dla mnie niczym cud, brzmienie samego boga... albo szatana, to Slipknot nadal pozostaje pod znakiem zapytania, rzecz jasna jeszcze tego nie odświeżyłem, ale kiedyś naprawdę "Iowa", które durnie wymawiałem "Lowa" to było jedno z tych pierwszych brzmień które mnie wciągnęło na długie miesiące . Niemiłosiernie irytują mnie grupy w przebraniach, maskach itd. chyba zbyt bardzo przypomina mi to o zaistnieniu Lordi... matko i córko, toż to żart! (jeden mój znajomy ich pokochał, a ja nie wiedziałem jak mu wytłumaczyć, że jest głupi).


Wracając do Pink Floyd - jak mogłem znienawidzić? Co więcej próbowałem zarażać tym zniesmaczeniem innych... to podłe, ale trudno, najwyraźniej zabrałem się za psychodeliczny rock w niewłaściwym wtedy dla siebie okresie. Chociaż ostatnio wydany "The Endless River" (2014) umocnił mnie w przekonaniu, że miałem rację.
Nie ma co się rozwodzić nad tym jak ważną rolę grupa pełniła w tworzeniu rocka lat siedemdziesiątych. Nie istnieje człowiek, który nigdy nie słyszał o Pink Floyd.
Od rana głównie słucham zespołu i staram się nie zachwycać, o ile przy "The Piper At The Gates Of Dawn" (1967) się udało, to przy "A Saucerful of Secrets" (1968) i "Music from the Film More"(1969) wymiękam. Trzeci album jest kwintesencją progresywnego rocka, (co dziwne na niektórych stronach zajmujących się gatunkiem to właśnie pierwszy i drugi album jest wyżej oceniony, mimo iż przeważają tam kawałki popowe, ale to moje subiektywne zdanie) czymś czego szukam w muzyce, kawałki psychodeliczne, popowe, jazzowe czy bluesowe. Przede mną "Ummagumma" (1969) który jest pozycja obowiązkową. Kawa się zaparzy, słuchawki, ciepłe kapcie i dymek. Myślę, że to wspaniały pomysł by wykorzystać chwile czasu samotnie, chociaż do Ummagummy przydałby się raczej letni browar, niestety dzisiaj jeszcze prowadzę!...


niedziela, 26 lipca 2015

Uriah Heep - "Salisbury" (1971)

1969., Mick Box i David Byron (wtedy Garrick) zakładają zespół Spice. Dostają propozycję nagrania swojego pierwszego albumu, ale do tego potrzebna im dwuczłonowa nazwa, chodziło głównie o to by nazwa chwyciła i była równie wspaniała jak Deep Purple.
„Było Deep Purple, Black Sabbath, D, B, a na drugim końcu alfabetu U. Dobrze wyglądało w druku, więc podobał się nam ten pomysł.” - słowa Micka Box'a. Tak powstało URIAH HEEP. Nazwa zespołu została zaczerpnięta od nazwiska jednej z postaci powieści David Copperfield Dickensa.
Po pierwszym albumie Very ' eavy... very 'umble, dzięki któremu wkręciłem się w tą muzykę, z wybitnym „Gypsy", grupa zdecydowała się na kolejne wydanie, pod przewodnictwem Kena Hensleya gitarzysty i klawiszowca, wcześniej grającego m.in. w The Gods.
Salisbury to drugie wydanie Uriah Heep z 1971., to świetny zestaw utworów progresywnego rocka, z nazwą zapożyczoną od miasteczka w południowej Anglii. Ciężko wyrazić jak dobry jest ten album. „Bird of Prey" czyli pierwszy bardzo gitarowy utwór i poetycki  śpiew Byrona w „The Park". Dość krótki album, łącznie z suitą „Salisbury", to niespełna 39 minut.
Na największą uwagę zasługuje właśnie ten 16-minutowy progresywny kawałek. Jest to jedna z najwspanialszych suit na orkiestrowym podłożu, łącząca w sobie niesamowicie wiele form muzyki. Utworem „Salisbury" Uriah Heep udowadnia wspaniałość i talent twórców.

katedra w Salisbury


Moja ocena: 8/10

TRACK LISTA:
Side A
1. Bird Of Prey (4:05)
2. The Park (5:38)
3. Time To Live (4:02)
4. Lady In Black (4:33)

Side B
1. High Priestess (3:39)
2. Salisbury (16:02)



poniedziałek, 22 czerwca 2015

Dusznica bolesna... #2

6 miesięcy z bani. Pół roku to stanowczo za długo by wrócić do tego i robić TO w podobny sposób jak przed przerwą. Blog jest ładny (stworzyłem wizualny ideał, wg mnie oczywiście) i ma w sobie jakąś tam wartość merytoryczną, czegoś się nauczyłem, a czegoś innego oduczyłem. Blog od dzisiaj będzie kontynuowany, niestety albo stety chcę zmienić koncepcje publikowanej treści. Odrzucamy szablony i piszemy co do głowy przyjdzie, wciąż muzycznie, rockowo, jednak nie schematycznie, prowadzony po prostu inaczej niż dotychczas - jeszcze nie wiem jak. Wydaje mi się, że niema sensu pisać o wydaniach z lat 60, 70, 80, w sposób jakby były nowością na rynku, znam wiele blogów które to już zrobiły lepiej, i nie widzę potrzeby by wtrącać do tego swych głupich trzech groszy.
Mam jeden post praktycznie gotowy, napisany 6 miesięcy temu, sprawdzę błędy, może coś dopisze, i jeżeli będzie to w miarę zdatne do czytania, jutro z rańca pojawi się tu, na muzycznym progu.

Ach tak, postanowiłem również podzielić wszystko na grupy, stworzyć jakaś serię. Cholera, prowadzę jeden z najsłabiej radzących sobie i nie rozwijających się muzycznych blogów, jakie można znaleźć. Dlatego śmiało mogę powiedzieć, że jest progres... ponieważ szykuję może niewielkie, ale jednak zmiany.

Miłego popołudnia.

wtorek, 16 grudnia 2014

liebster blog award

Zostałem nominowany do Liebster Blog Award.
Niezbyt często trafiają do mnie tego typu zabawy, szczerze mówiąc unikam ich jak ognia, ale nominowała mnie Donna Zoe. To blog na który zdarza mi się zajrzeć i widać w nim profesjonalizm, którego u mnie niestety nie znajdziecie :) Pytania związane głównie z muzyką, także jak najbardziej.

Z czym mamy do czynienia:
,,Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

Chwila szczerości.
Oto co wydukałem:

1. Jak to się stało, że zacząłeś prowadzić bloga muzycznego?
Pisałem bloga na którym wylewałem uczucia, płakałem i przeklinałem. Z biegiem czasu, zacząłem dodawać pod postami odrobinę muzyki tj. odnośników z teledyskami czy nagraniami z koncertów. Irytowało mnie to, że ludzie nie zwracali na nie uwagi. Później udało mi się zupełnie pozbyć depresji i problemów, które zdarzało mi się opisywać, zacząłem pisać głównie o muzyce, ale to nie miało sensu. Po jakimś czasie wymyśliłem nazwę i po prostu utworzyłem nowego bloga. Ot cała historyja :)

2. Czy wiążesz z muzyką swoją przyszłość, czy traktujesz to tylko jak hobby?
Tak, mam kilka szaleńczych planów, ale to jeszcze nieco poczeka. Jeżeli chodzi o bloga, to raczej nie. Jest dla mnie bardzo ważny, w niektórych sprawach mnie mobilizuje, ale głównie to tylko hobby.

3. Co jest dla Ciebie największą niespodzianką muzyczną 2014-ego roku?
Bladego pojęcia nie mam. Nie interesuję się nowościami, mam problem z nadążaniem, wszystko wokoło mnie wyprzedza - to chyba wada. Ale... bardzo spodobało mi się "Pale Communion" Opeth.

4. Jaki zagraniczny artysta/zespół jest Twoim zdaniem niesłusznie niedoceniany w Polsce?
A bo ja wiem. Polacy łykają wszystko co zagraniczne, i to bardzo fajne, bo prócz ludzi ograniczających się do radiowej sieczki, każdy z nas ma swój wypracowany gust. To cudowne, że jesteśmy tak różnorodni. Nie wiem jak dziś media traktują artystów, ale prywatnie ludzie i tak słuchają tego co im w duszy gra. Więc prawdopodobnie wszyscy mają się dobrze.

5. Jakich polskich wykonawców słuchasz?
Od zawsze wsłuchiwałem się w Lady Pank.

6. Czy masz swój ulubiony teledysk / teledyski?
David Bowie & Mick Jagger - Dancing In The Street - pełen profesjonalizm.

7. Czy są wykonawcy, których kiedyś słuchałeś, a z których czujesz, że wyrosłeś?
Z pewnością Smerfne Hity.
Moja przygoda z muzyką zaczęła się od Lady Pank, później Sepultura, Slayer, Iggy Pop, David Bowie. Nie słucham dziś Slayera, ale mam w swoim życiu etapy przy których wracam do wszystkiego co stoi na mojej półce. 

8. Gdybyś znalazł się na bezludnej wyspie i w Twoim iPodzie starczyłoby baterii na odtworzenie tylko pięciu piosenek, co by to było?
To ciekawe pytanie, bo nie mam iPoda.
Musiałbym całe swoje życie zamknąć w kilku minutach. Prawdopodobnie "Angel Of Death" Slayer'a, obowiązkowo "Paranoid" BS, "Child In Time" DP, "The Court of the Crimson King" King Crimson i "Can't You Hear Me Knocking" The Rolling Stones, a nocami wykrzykiwałbym do księżyca tekst "Babilon Disko Najt" Lady Pank.

9. Czy czujesz już świąteczną aurę?
Mam mieszane uczucia. Kupiłem żywy świerk w donicy, oglądałem łososie w sklepie i myślę nad prezentami, ale ten cholerny natłok obowiązków i praca... to może wykończyć.

10. Czego będziesz słuchać w nadchodzące święta?
Na upartego czuję, że zapuszczę coś w stylu "Hell Awaits" Slayer :) 
Prawdopodobnie radiowych przyśpiewek, Sinatra, Mariah Carey i kolędy. Nie ma się większego wyboru, poza tym warto wpaść w świąteczny klimat, przynajmniej parę godzin przed pierwsza gwiazdką.

11. Czy polecasz jakąś świąteczną płytę?
Na święta? To chyba tylko zimną płytę. Nic bardziej oryginalnego nie przychodzi mi na myśl.


Święta czas tradycji, a że od zawsze musiałem spieprzyć jakąś zabawę, z tą nie będzie inaczej. Nie przygotowałem pytań, nie wiedziałbym nawet kogo nominować. Znam kilka genialnych blogów z niewielką ilością obserwatorów, jednak nie będę nikogo męczył. Po świętach skompletuję to i dodam pytania i tych wybranych 11 osób.
Korzystając z okazji (bo chyba niczego do świat nie napiszę), chciałbym wszystkim życzyć radosnych świąt z bliskimi, bo to ważne.

Pozdrawiam.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Nektar - "Journey to the centre of the eye" (1971)

NEKTAR, brytyjska grupa prog. rockowa, założona w Hamburgu zmontowana w 1969 roku przez Allana "Taff" Freemana (klawisze ,wokal), Roye'a Albringhtona (gitara, wokal), Derek'a "Mo" Moore'a (wokal, bas). W latach '70 grupa została szybko zauważona i doceniona, zapotrzebowanie na psychodeliczny styl, z rozmachem przyciągnęła ludzi i dorobiła się w tym okresie rzeszy wielbicieli, choć rzeczywisty sukces udało się odnieść po roku '73 wydając "Remember The Future".

Pierwsze wydanie grupy to "Journey To The Centre Of The Eye" z 1971 roku.
Pełen melancholijnych, klawiszowych melodii i zaskakujących zwrotów brzmienia doprawionych gitarowymi riffami i perkusją. Utwory zmieniają się z delikatnej ballady w pełen chaosu psychodeliczny rock. Płyta rozpoczyna się wstępem - "Prelude", krótkim, wprowadzającym w psychodeliczny klimat. "Astronauts Nightmare" jest pełnym efektownych przejść (jak wyżej), organy, gitara, perkusja i pełno efektownych riffów. Naprawdę świetny, bardzo widowiskowy utwór. Później płyta raczy nas kilkoma instrumentalnymi utworami wprowadzającymi w pesymistyczny nastrój, tworzony przez mroczne akordy organów i gitary.
Album prócz psychodelicznego i ciężkiego brzmienia, zawiera kilka utworów jakby oderwanych od całości, co trochę do mnie nie dociera, chociaż jest miłą odskocznią i urozmaiceniem. Można się doszukać akcentów bluesowych a nawet glam rockowych.


"Journey To The Centre Of The Eye" to bardzo mroczne wydanie z pogodnymi momentami, pobudza wyobraźnię i potrafi zaskoczyć. Niestety zaskoczyłem się również nieco nużącymi momentami. Płyta potrafi zanudzić słuchacza, bardzo dobrymi lecz zbyt długimi trackami, jednym po drugim, wpadając w monotonie przestaje się ich słuchać, brzmiące w podobny sposób, wydają się być jednym długim utworem. Wracając jednak do całości, płyta to debiut grupy i osiągnęła wysoki poziom, jest jedną z lepszych tego zespołu.

W mojej ocenie: 7,5/10

LISTA UTWORÓW:
  1. Prelude (1:27)
  2. Astronauts nightmare (6:22)
  3. Countenance (3:30)
  4. The nine lifeless daughters of the sun (2:41)
  5. Warp oversight (4:28)
  6. The dream nebula (2:14)
  7. The dream nebula part II (2:25)
  8. It's all in the mind (3:22)
  9. Burn out my eyes (7:48)
10. Void of vision (2:01)
11. Pupil of the eye (2:46)
12. Look inside yourself (0:53)
13. Death of the mind (2:52)

Nektar - Countenance


"The Nine Lifeless Daughters of the Sun"


"Burn Out My Eyes"




wtorek, 29 lipca 2014

nie na temat

Brak postów na "muzycznym prog.'u", potrafię łatwo wytłumaczyć: nie chce mi się... pisać mi się nie chce.
Mam mnóstwo okazji i w zasadzie motywacji do opublikowania czegokolwiek, bo ostatnio wpadłem po uszy w muzykę Davida Bowie, i obiecałem "zrecenzować" "Space Oddity".
Mimo wszystko, odstawiłem bloga niestety i nic na to nie poradzę. Nie bierzcie tego do siebie, ani zbyt poważnie, bo w końcu pęknę i zrobię to co powinienem zrobić miesiąc temu.

Marilyn Manson ft. Johnny Depp - Sweet Dreams


Marilyn Manson ft. Johnny Depp - The Beautiful People