
Nowa starannie dopracowana płyta dojrzałej już grupy Black Sabbath. Trzymają się tutaj swojego stylu, mają dorobek, a brzmienie uznane za genialne. Jednak płyta różni się po trochu od pierwszego albumu jak i od Paranoid. W moim odczuciu album jest zbyt delikatny, nie jest tak szorstki, brakuje w nim szarpnięć, słynnych ciężkich riffów, choć niektóre utwory naprawdę "miażdżą". Master Of Reality, jest świetnym albumem, jednak gdy zostaje wydana po Paranoid wypada bardzo słabo, wydaje mi się nawet, że Vol.4 ją przerasta, ale nie jestem do końca przekonany, mam mieszane uczucia.
Jak wspomniałem album posiada kilka naprawdę zgrabnych utworów, zabawnym faktem jest to, że kaszel z początku "Sweat Leaf" nie był planowany. Kiedy gitarzysta Tony Iommi zaciągnął się skrętem Ozzyego, dostał niekontrolowanego kaszlu który nagrał się na taśmie, co tak się to spodobało, że postanowili wpleść nagranie w utwór.
Wracając do samego wydania, to jedna z lepszych od Sabbatów, która w zasadzie jest pokazem umiejętności zespołu. Mocny wokal, brzmienie, nastrój, no i słynne riffy.
Choć osobiście Master Of Reality nie uważam za najlepszą, należy pamiętać o tym, że wciąż jest świetna.
W mojej ocenie 8/10