piątek, 20 listopada 2015

Gust muzyczny - tylko krowa nie zmienia zdania...




Nieco wulgarnie i sentymentalnie. 
Nigdy nie lubiłem Floydów, wiesz dlaczego?... bo ja chyba tez nie.




Dzisiaj po latach przesłuchuję pierwsze ich wydania i sam siebie nie rozumiem. Doszedłem do wniosku, że z biegiem czasu trzeba wracać do muzyki którą wcześniej za coś znienawidziłeś stanowczo z zaciśniętymi pośladkami. Tak miałem z KISS albo Slipknot. O ile KISS jest dziś dla mnie niczym cud, brzmienie samego boga... albo szatana, to Slipknot nadal pozostaje pod znakiem zapytania, rzecz jasna jeszcze tego nie odświeżyłem, ale kiedyś naprawdę "Iowa", które durnie wymawiałem "Lowa" to było jedno z tych pierwszych brzmień które mnie wciągnęło na długie miesiące . Niemiłosiernie irytują mnie grupy w przebraniach, maskach itd. chyba zbyt bardzo przypomina mi to o zaistnieniu Lordi... matko i córko, toż to żart! (jeden mój znajomy ich pokochał, a ja nie wiedziałem jak mu wytłumaczyć, że jest głupi).


Wracając do Pink Floyd - jak mogłem znienawidzić? Co więcej próbowałem zarażać tym zniesmaczeniem innych... to podłe, ale trudno, najwyraźniej zabrałem się za psychodeliczny rock w niewłaściwym wtedy dla siebie okresie. Chociaż ostatnio wydany "The Endless River" (2014) umocnił mnie w przekonaniu, że miałem rację.
Nie ma co się rozwodzić nad tym jak ważną rolę grupa pełniła w tworzeniu rocka lat siedemdziesiątych. Nie istnieje człowiek, który nigdy nie słyszał o Pink Floyd.
Od rana głównie słucham zespołu i staram się nie zachwycać, o ile przy "The Piper At The Gates Of Dawn" (1967) się udało, to przy "A Saucerful of Secrets" (1968) i "Music from the Film More"(1969) wymiękam. Trzeci album jest kwintesencją progresywnego rocka, (co dziwne na niektórych stronach zajmujących się gatunkiem to właśnie pierwszy i drugi album jest wyżej oceniony, mimo iż przeważają tam kawałki popowe, ale to moje subiektywne zdanie) czymś czego szukam w muzyce, kawałki psychodeliczne, popowe, jazzowe czy bluesowe. Przede mną "Ummagumma" (1969) który jest pozycja obowiązkową. Kawa się zaparzy, słuchawki, ciepłe kapcie i dymek. Myślę, że to wspaniały pomysł by wykorzystać chwile czasu samotnie, chociaż do Ummagummy przydałby się raczej letni browar, niestety dzisiaj jeszcze prowadzę!...


1 komentarz:

  1. Jeśli chodzi o Pink Floyd, to polubiłam ich od pierwszego usłyszenia, ale było wiele zespołów, z którymi stało się trochę inaczej. Np. do Epiki podchodziłam dwa razy i dopiero za trzecim, przy wydaniu nowej płyty, uznałam ten band za naprawdę wielkie zjawisko. Lepiej późno niż wcale ;)

    OdpowiedzUsuń